Rozdział 7
-Justin?!-Co ty tu robisz?
-Dlaczego nie odbierasz telefonów?
-A po co miałabym je odbierać? I tak nie masz mi nic ważnego do powiedzenia, a nasza rozmowa doprowadziłaby do kłótni. Nie mam głowy do kłótni. Nie w takiej sytuacji?
-Jakiej sytuacji? O ci ci chodzi?
-Debby, moja przyjaciółka pocięła się i leży w szpitalu. Jej stan jest stabilny, ale nie budzi się.
-Hahahhaha idiotka.
-Jak ją nazwałeś?
-Idiotką.
-Nie masz prawa mówić tak o mojej przyjaciółce! Nie wiadomo, czy przeżyje, a ty masz czelność ją jeszcze wyzywać. W dodatku przyjechałeś tu, bo nie odbierałam od CIEBIE telefonów! Nie jestem ani twoją dziewczyną, ani siostrą, ani nikim ważnym, nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. Wypierdalaj z mojego domu, bo zadzwonię po mojego chłopaka i wtedy on cię stąd wypierdoli!
Tak naprawdę nie miałam chłopaka, ale chciałam, żeby się wyniósł.
-Masz chłopaka? Hahahah kto to niby? Jakiś pedałkowaty huj?
-Nie wyzywaj go! Nie wyzywaj mojej przyjaciółki i wynoś się z mojego domu rozumiesz?!
-Jesteś seksowna kiedy się złościsz.-Momentalnie się zarumieniłam, a na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
-Co powiedziałeś?
-Jesteś seksowa kiedy się złościsz.
Przez moje ciało przebiegł dreszcz. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Po chwili doszłam do siebie.
-Wynoś się z mojego domu! Nie chcę cię znać!
-Oj wiem, że chcesz skarbie, wiem to.
-Nie! Chcę wymazać cię z pamięci!.
-Kotku, oboje wiemy, że to nie jest prawda.
-Prawda!- Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Odsunęłam się do Biebera i poszłam je otworzyć.
-Cześć mała!
-Hej Chris-przywitałam go całusem w policzek.
-Siema Chris-Justin wepchnął się przede mnie.
-Yyy cześć Justin.
- Bells to wy się znacie?- Justin wskazał palcem na mnie, a potem na Chrisa.
-Tak...poznaliśmy się niedawno.
Justin wyglądał na zmieszanego.
-Bella to co jedziemy?
-Tak oczywiście
-A mógłbym zapytać dokąd?-Bieber skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Do szpitala. Do Debby. Do tej debilki, bo tak ją nazwałeś.
Justin wyszedł z mojego domu. Zamknęłam drzwi na klucz. Ominęłam Justina by być jak najbliżej Chrisa. Po chwili złapałam go za rękę. Chłopak lekko się uśmiechnął. Justin najwyraźniej się wkurzył, bo szybko nas ominął i wsiadł do swojego auta. Zza szyby wiercił mi dziurę w twarzy. Nie przejęłam się tym. Jest zazdrosny? Niech będzie. Nie obchodzi mnie to...Chociaż...jednak mnie to obchodzi...skoro jest zazdrosny to znaczy,że nie jestem mu obojętna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz