niedziela, 20 lipca 2014

                                 KONIEC??


Hej misie...przykro mi, ale chyba musimy się pożegnać z Bellą i Justinem...Nie będą pojawiały się żadne nowe rozdziały..Blog nadal będzie istniał, ale nie będzie na nim umieszczane zupełnie nic..

DLACZEGO?

Historia jest oklepana...Teraz zajmuję się innym blogiem razem z jedną z Beliebers. Link do bloga jest na końcu...Zachęcam was do zajrzenia tam :) No to..Narazie..Kocham Was <3 

      link:   http://alawayswithyoubrooklyn.blogspot.com/                      

poniedziałek, 24 lutego 2014

                                                          Rozdział 9

    BELLA POV

   Wybiegłam z jego domu. Chciałam zapomnieć, że istnieje ktoś taki jak Justin Bieber. Droga dłużyła się i dłużyła, a na niebie z każdą minutą było coraz więcej ciemnych chmur.
-Cholera! Nie wzięłam parasola!
Nagle poczułam zimne krople spadające z góry. To nie był deszcz. To była ulewa! Moje włosy momentalnie zrobiły się mokre.Zimna woda spływała po mojej twarzy. Było mi strasznie zimno. Szłam trzymając kurczowo sweterek, który miałam na sobie próbując się nim opatulić.

 W pewnej chwili moja kieszeń zaczęła wibrować. Wyciągnęłam z niej telefon i zobaczyłam na wyświetlaczu zdjęcie Chrisa. Przejechałam palcem po urządzeniu by odebrać połączenie.
-Halo?
-Cześć mała. Co u ciebie?
-Nie najlepiej wracam właśnie do domu.
-Masz parasol?Strasznie leje.
-Właśnie nie mam, ale dam sobie jakoś radę.
-Zaraz będę. Gdzie jesteś?
-Nie musisz przyjeżdżać. Poradzę sobie.
-Jaka ulica?
-Willson Street 34.
-Już jadę.

Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Chrisowi chyba naprawdę na mnie zależy. Jest całkiem inny niż Justin. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy.

Po kilku minutach przede mną stanęło auto Chrisa. Przemoczona wsiadłam do niego. Bałam się, że będzie na mnie zły za mokre od wody siedzenia, ale myliłam się.Uśmiechnął się do mnie. Bieber pewnie od razu zacząłby temat i byłaby z tego kolejna afera.

-Dlaczego wracałaś od domu Jussa?
-Pokłóciliśmy się...próbowałam zakryć czerwony ślad po uderzeniu. Chłopak najwyraźniej to zauważył.
-Co ci się stało w policzek?
-Nic...uderzyłam się.
-Bieber cię uderzył?
-Nie...-przegryzłam wargę-ta...
-Zabiję gnoja.
-Nie..proszę to nic poważnego.
-Podniósł na ciebie rękę.
-Nie...proszę zakończmy ten temat ok?
-Dobra...zawieźć cię do domu?
-A niby gdzie indziej?
-Możemy pojechać do mnie. Zrobię nam gorącą czekoladę. Obejrzymy film.
-Jasne! Czemu nie.

Na twarzy Chrisa pojawił się wielki uśmiech. Gdy dojechaliśmy, Chris jak dżentelmen otworzył przede mną drzwi domu. Byłam nieźle przemoczona.
-Ymm...chciałabym wziąć prysznic.
-Jasne! Łazienka jest na górze. Dam ci jakieś suche ubrania.
-Masz w domu damskie ciuchy?
-Coś po siostrze się znajdzie.

Chris wyciągnął z szafy szare pumpy i swoją koszulkę. Poszłam do łazienki i weszłam pod prysznic. Ciepłe krople wody odprężały moje ciało. Gdy wyszłam, ubrałam wcześniej przyszykowane przez chłopaka ubrania i zawiązałam włosy w luźnego koka.

Gdy zeszłam na dół, wszystko było już przyszykowane. Na stole stały miski z popcornem i chipsami. Chris przeszukiwał szuflady w poszukiwaniu filmu.
-Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję.
-Może być "Kroniki opętania"???
-Horror?
-Tak
-Ok kocham horrory.

Film był dość straszny. Momentami wtulałam się w Chrisa i chowałam głowę w jego klatkę piersiową. Nagle poczułam jak moje powieki się zamykają.

No i mamy kolejny rozdział. Bella i Chris...jak myślicie, czy coś ich połączy, a może uczucie do Justina będzie silniejsze?? CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3 <3

wtorek, 18 lutego 2014

                                                               Rozdział 8

   JUSTIN POV

-Co ona sobie wyobraża?! Nie może mnie tak ignorować? Chce, żebym był zazdrosny? Udało jej się!-Mój wewnętrzny głos dawał o sobie znać.

Nie rozumiem. Jak mogę być o nią zazdrosny? Znam ją kilka dni dni, a nie mogę przestać o niej myśleć. W głowie ciągle mam tę chwilę, gdy siedziała na krawężniku. W moim aucie do tej pory roznosi się zapach jej odurzających perfum. Ona nie jest taka jak inne. Nie jest słaba. Fakt, że denerwuje mnie jak nikt inny, ale podoba mi się to. Lubię, gdy jest zła. Zawsze wtedy mogę ją zgasić mówiąc, że jest seksowna. To na nią niesamowicie działa. Słodko się rumieni. BOŻE KURWA CO JA MÓWIĘ?! Ta laska jest wnerwiająca i najchętniej zostawiłbym ją na tym krawężniku. Ominęłoby mnie to wszystko.

Wróciłem do domu. Tam też pachniało nią. JA PIERDOLE czy ja się jej kiedyś pozbędę? Poszedłem do swojego pokoju. Na poduszce zostały ślady po tuszu do rzęs. Sięgnąłem do barku po jednego z moich kumpli. Jack Daniels. Dobry z niego przyjaciel. Nigdy nie próbował ukraść mi dziewczyny i był zawsze w chwilach, gdy go potrzebowałem. Nachlałem się. To prawda...ale miałem powód...a w sumie...nie miałem. Ta lala dla mnie nic nie znaczy. Wysłałem jej wtedy SMS o takiej treści: Kce ciw tu f muim dumu heilclhchl mahlwem sip dli cubue. Tekst mało zrozumiały, ale można z niego wywnioskować, że chciałem, aby przyjechała i upiłem się specjalnie dla niej. Po kilku minutach usłyszałem sygnał telefonu.
-Justin?! Co ty do mnie wysyłasz? Upiłeś się?
-Oczywiście, że nie kochanie...-Mój głos brzmiał bardziej jak bełkot.
-Zaraz będę.
  Po tych słowach rozłączyła się.
 
  5 minut później usłyszałem dźwięk dzwonka. Doczołgałem się ze schodów aż do drzwi. Za nimi stała ona.

BELLA POV

Gdy Justin otworzył mi drzwi, poczułam ostry odór alkoholu.
-Co ty ze sobą zrobiłeś człowieku?
-Ja?? Ja nic- Zaśmiał się.
-Jesteś kompletnie pijany. Ile ty wypiłeś??
-Powiedzmy, że spotkałem się z moim dobrym kumplem Jackiem. Jackiem Danielsem.
-Zabawne.-Odepchnęłam go i weszłam do domu. Od razu popędziłam na górę do jego pokoju. Barek był otwarty. Stały w nim pełne butelki wszystkiego. Od wódki, do taniego wina. Miałam zamiar pozbyć się wszystkiego. Po kolei wyrzucałam każdą z butelek przez okno. Tuż pod oknem jego sypialni znajdował się kontener na śmieci. Akurat był pusty, więc przyglądałam się jak szkło rozbija się na drobny mak, a zawartość wylewa się.
-Co ty kurwa zrobiłaś?-Justin wparował do pokoju w momencie gdy ostatnia butelka wylądowała w kontenerze.
-Wyrzuciłam to cholerstwo. Widziałeś się w lustrze? Takie libacje alkoholowe ci nie służą.
-Wiem lepiej co jest dla mnie dobre!
-Alkohol nie jest!

-Dlaczego mieszasz się w moje życie?! Odpierdol się ode mnie. Zależy ci na mnie?! Zawiozłem cię raz do domu, a ty już włazisz z buciorami w  moją prywatność!
-Hahahaha co proszę? Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia! To ty cały czas zawracasz mi głowę. Nie chcesz się odczepić!  Cały czas próbujesz mi wmówić, że coś dla mnie znaczysz! Nie znaczysz! Jesteś kryminalistą! Zabijasz ludzi za pieniądze!

Justin nie wytrzymał podszedł do mnie i po prostu uderzył mnie w twarz. Dotknęłam mojego policzka i poczułam, jak z każdą sekundą robił się coraz gorętszy. Słone łzy spłynęły mi po policzkach. Odwróciłam wzrok od Justina stojącego przede mną jak wryty i uciekłam. Nie chciałam go znać! Był dla mnie wtedy nikim.

 JUSTIN POV

 Dlaczego ją uderzyłem? Nie wiem...nie panowałem nad swoimi emocjami. Gdy wyszła, miałem ochotę za nią pobiec, przytulić i nie puścić już nigdy. Nie zrobiłem tego. Za to rozwaliłem kilka wazonów i stare zdjęcie mojej "byłej".


No to mamy kolejny rozdział. Jak myślicie. Czy Bella będzie chciała utrzymywać z Justinem jakikolwiek kontakt po tym, co jej zrobił??? Tego dowiecie się w piątek

piątek, 14 lutego 2014

                                                        Rozdział 7

-Justin?!-Co ty tu robisz?
-Dlaczego nie odbierasz telefonów?
-A po co miałabym je odbierać? I tak nie masz mi nic ważnego do powiedzenia, a nasza rozmowa doprowadziłaby do kłótni. Nie mam głowy do kłótni. Nie w takiej sytuacji?
-Jakiej sytuacji? O ci ci chodzi?
-Debby, moja przyjaciółka pocięła się i leży w szpitalu. Jej stan jest stabilny, ale nie budzi się.
-Hahahhaha idiotka.
-Jak ją nazwałeś?
-Idiotką.
-Nie masz prawa mówić tak o mojej przyjaciółce! Nie wiadomo, czy przeżyje, a ty masz czelność ją jeszcze wyzywać. W dodatku przyjechałeś tu, bo nie odbierałam od CIEBIE telefonów! Nie jestem ani twoją dziewczyną, ani siostrą, ani nikim ważnym, nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. Wypierdalaj z mojego domu, bo zadzwonię po mojego chłopaka i wtedy on cię stąd wypierdoli!
Tak naprawdę nie miałam chłopaka, ale chciałam, żeby się wyniósł.
-Masz chłopaka? Hahahah kto to niby? Jakiś pedałkowaty huj?
-Nie wyzywaj go! Nie wyzywaj mojej przyjaciółki i wynoś się z mojego domu rozumiesz?!
-Jesteś seksowna kiedy się złościsz.-Momentalnie się zarumieniłam, a na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
-Co powiedziałeś?
-Jesteś seksowa kiedy się złościsz.
Przez moje ciało przebiegł dreszcz. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Po chwili doszłam do siebie.
-Wynoś się z mojego domu! Nie chcę cię znać!
-Oj wiem, że chcesz skarbie, wiem to.
-Nie! Chcę wymazać cię z pamięci!.
-Kotku, oboje wiemy, że to nie jest prawda.
-Prawda!- Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Odsunęłam się do Biebera i poszłam je otworzyć.
-Cześć mała!
-Hej Chris-przywitałam go całusem w policzek.
-Siema Chris-Justin wepchnął się przede mnie.
-Yyy cześć Justin.
- Bells to wy się znacie?- Justin wskazał palcem na mnie, a potem na Chrisa.
-Tak...poznaliśmy się niedawno.
Justin wyglądał na zmieszanego.
-Bella to co jedziemy?
-Tak oczywiście
-A mógłbym zapytać dokąd?-Bieber skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Do szpitala. Do Debby. Do tej debilki, bo tak ją nazwałeś.
Justin wyszedł z mojego domu. Zamknęłam drzwi na klucz. Ominęłam Justina by być jak najbliżej Chrisa. Po chwili złapałam go za rękę. Chłopak lekko się uśmiechnął. Justin najwyraźniej się wkurzył, bo szybko nas ominął i wsiadł do swojego auta. Zza szyby wiercił mi dziurę w twarzy. Nie przejęłam się tym. Jest zazdrosny? Niech będzie. Nie obchodzi mnie to...Chociaż...jednak mnie to obchodzi...skoro jest zazdrosny to znaczy,że nie jestem mu obojętna.

wtorek, 11 lutego 2014

                                                          Rozdział 6

  BELLA POV
-Skoro mam ryj to po co mnie całowałeś?
 Justin zamknął się. Nie wiedział co powiedzieć. Jedynymi słowami, które wypowiedział podczas jazdy, to adres mojego zamieszkania. Podjechał pod mój dom. Już miałam wysiadać, gdy poczułam, jak złapał mnie za nadgarstek.
-Podasz mi swój numer?
-A po cholerę ci mój numer?
-Potrzebny.
-Nie. Nie podam ci.-Wystawiłam mu język, gdy zorientowałam się, że zostawiłam torebkę na siedzeniu. Odwróciłam się po nią i zobaczyłam, jak grzebał w mojej torebce w poszukiwaniu komórki. Wyciągnął ją, a ja rzuciłam się do ataku. Próbowałam ją wyrwać, ale on przytrzymał mnie i spisał sobie mój numer.
-Czego ty ode mnie chcesz? Wystarczająco się z tobą namęczyłam.
-Do zobaczenia shawty.-Justin puścił oko w moim kierunku.
Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam w stronę drzwi. Nagle dostałam SMS od  Klary-sąsiadki Debby. Brzmiał on tak: "Debby się pocięła. Przyjedź szybko! Zadzwoniłam już po karetkę. Ma słaby puls". Nogi się pode mną ugięły. Myślałam, że zemdleję. Zaczęłam się chwiać. Prawie upadłam na ziemię, gdy ktoś złapał mnie.
-Co się stało? Wszystko w porządku?-Zobaczyłam przed sobą chłopaka, który towarzyszył Justinowi w barze.
Łzy napłynęły mi do oczu.
-Pomożesz mi? Moja przyjaciółka może umrzeć i potrzebuje mojej pomocy.
-Gdzie mieszka? Zawiozę cię.
-Dziękuję.-Wsiadłam do jego auta i odjechaliśmy z piskiem opon.
-Jak się tu znalazłeś?
-Mieszkam niedaleko. Jechałem do kumpla. Widziałem cię wtedy w barze.
-To prawda.
-Jestem Chris.
-Bella...twój kumpel ma na imię Justin prawda?
-Tak...skąd to wiesz?
-Miałam już z nim konfrontację...
-I jak?
-Nieciekawie...
-On po prostu taki jest. Traktuje dziewczyny jak zabawki.
Dojechaliśmy pod dom Debby. Natychmiast wybiegłam z auta. Gdy weszłam do domu, ona tam leżała...z jej ręki kapała krew. Usłyszałam dźwięk nadjeżdżającej karetki.
Sanitariusze wbiegli do domu, wzięli Debbs na nosze.
-Mogę z wami jechać?
-Jest pani kimś z rodziny?
-Jestem jej przyjaciółką.
Przykro mi, ale nie.
-A chociaż adres?
-Brian Street 45
-Dziękuję.
Wróciłam do Chrisa. Co dziwne,  jest całkiem inny niż Justin. Bardziej hmm kulturalny? Miły?
-I co z twoją przyjaciółką?
-Wzięli ją do szpitala.
-Chcesz do niej jechać?
-Dam radę. Jedź do Justina.
-Justin zaczeka, wsiadaj. Jaka to ulica?
-Brian Street 45.
-Ok.
Przez całą drogę, Chris starał się nie poruszać tematu Debby. Nie chciał mnie dołować. Starał się zrobić wszystko, by poprawić mi humor. W szpitalu lekarz powiedział, że jej stan jest stabilny. Co to kurwa znaczy stabilny?!
   Mijały dni, a ona się nie budziła...Chris codziennie ze mną do niej jeździł. Zbliżyliśmy się do siebie. Justin kilka razy do mnie dzwonił, ale nie odebrałam...nie mam ochoty słyszeć jego głosu. Byłam wystarczająco zdenerwowana stanem Debbs. Codziennie płakałam. Codziennie myślałam o tym, że mogę ją stracić. Jedyną najbliższą mi osobę. Przez ostatnie dni na moich rękach pojawiły się blizny. Po żyletce. Cięłam się...to jedyne, co mi pomagało. To jest jak narkotyk. Ciężko się z tego wyleczyć. Tnąc się, myślałam o Justinie...o jego pocałunkach...o słowach, jakimi się do mnie zwracał.
  Tego dnia dostałam SMS od Justina: "Czemu nie odbierasz?" Postanowiłam mu w końcu odpisać: "Nie mam ochoty z tobą rozmawiać? Przechodzę ciężki okres w moim życiu i nie mam ochoty na kłótnie z tobą"
Kilka minut potem usłyszałam dzwonek do drzwi. Stał w nich wcześniej wspomniany Justin....

piątek, 7 lutego 2014

                                                       Rozdział 5

            BELLA POV

 Słońce delikatnie raziło mnie w oczy. Obudziłam się w nieznanym pokoju. Próbowałam przypomnieć sobie, co stało się poprzedniej nocy. Ostatnim zdarzeniem które pamiętałam, był samochód Justina i to, że jechałam z nim. Wstałam i zeszłam na dół. Na kanapie leżał Justin przykryty kocem. Spał. Poczułam, jak mój żołądek dawał o sobie znać. Po cichutku poszłam do kuchni w poszukiwaniu czegoś, co można byłoby wykorzystać do śniadania. Znalazłam jajka, pomidory, trochę szynki. Postanowiłam zrobić jajecznicę...bardzo oryginalne wiem. Przygotowywałam posiłek, gdy nagle usłyszałam głos.
-Co tu tak pachnie?
Odwróciłam głowę. Justin stał w spodenkach. Na jego głowie można było dostrzec zmierzwione włosy. Jeśli mam być szczera, to było to cholernie seksowne. Przegryzłam wargę i odwróciłam wzrok do patelni.
-Śniadanie...nie widać?
-Myślałem, że takie panny jak ty nie potrafią gotować.
-Takie jak ja, czyli jakie?
-No wiesz...paznokietki, makijaż...myślałem, że to facet musi koło was biegać.
-Uważasz, że jestem taka?
Justin wzruszył ramionami.
-No więc mylisz się mój drogi. Ja taka nie jestem. Przykro mi, że uważasz mnie za kogoś takiego.
-Mam to w dupie.
Nałożyłam jajecznicę na talerze. Niechętnie podałam talerz Justinowi i usiadłam przy stole.
-Całkiem smaczne.-Justin uśmiechnął się lekko-Nieźle gotujesz skarbie.
-Nie mów do mnie skarbie!
-Będę do ciebie mówić jak mi się podoba rozumiesz?!-uderzył pięścią w stół.
-Nie! Nie jestem twoją własnością, ani twoją dziwką, ani dziewczyną! Skończę jeść i wracam do domu. Już więcej mnie nie zobaczysz!
-Nie masz takiej pewności mała.-puścił mi oko.
-Mała to jest twoja pała.
-No wiesz...-zaśmiał się-dziewczyny, które tu były mówiły co innego. Mój "mały nie mieścił im się w ustach. Niektóre nawet uciekały, gdy go zobaczyły..
Skrzywiłam się z obrzydzeniem i wstałam od stołu.
-Dokąd idziesz?-zapytał.
-Nie jestem już głodna-wyrzuciłam resztki do kosza.-Wracam do domu.
-Ciekawe jak? Do domu masz jakieś 6 km.
-Dojdę...nie martw się.
-Nie martwię się...po prostu nie chcę cię spotkać znowu na ulicy.
-Powiedziałam ci, że więcej mnie nie zobaczysz.
-A może ja tego nie chcę...może chciałbym cię jeszcze zobaczyć?-Powiedział, podszedł do mnie i złapał w talii.
-Sugerujesz coś?
-Mmm nie.-sunął nosem po mojej szyi, po czym zaczął składać na niej mokre pocałunki. Doprowadzało mnie to do szaleństwa. Justin wziął mnie na ręce nie przestając mnie całować. Drzwi do swojego pokoju otworzył kopnięciem, po czym opadliśmy bezwładnie na łóżko. Cały czas tkwiliśmy w namiętnym uścisku. Już miał rozpinać guzik moich jeansów, gdy złapałam go za nadgarstki.
-Przestań...-cicho jęknęłam.
-Oj shawty.-powiedział to i złączył nasze usta. Cały czas próbował rozpiąć guzik moich spodni.
-Przestań!- mój głos był tym razem zdecydowany.
Odepchnęłam Justina, wstałam i poprawiłam włosy, po czym zeszłam na dół. Już miałam wychodzić, gdy poczułam pociągnięcie za ramię.
-Bez pożegnania.
-Spierdalaj! Zależy ci tylko na tym, żeby mnie przelecieć! Odpierdol się ode mnie i daj mi spokój dobra?!
-Nie zauważyłem, żebyś narzekała,wręcz przeciwnie.
-Jesteś okropnym hujem!
-A ty suką!
-Już to słyszałam! Odwieź mnie do domu!
-Hahahaha zabawna jesteś! Mam marnować paliwo na wożenie twojego tyłka?
-Nie, to nie! Sama sobie poradzę!- Ruszyłam przed siebie. To dziwne. Mieszkam w tym mieście od 10 lat, a nie znałam tego osiedla. Co chwile odwracałam się by sprawdzić, jak daleko jestem od domu Justina. To, co robiliśmy, było...nie mam ochoty o tym rozmawiać...może i jest nieziemsko przystojny i na jego widok mam ochotę rzucić mu się na szyję i zdjąć z niego tę koszulkę, ale jest hujem i nie szanuje mnie. Nagle usłyszałam dźwięk klaksonu samochodowego. Auto podjechało pod chodnik tuż obok mnie.
-Wsiadasz?
Nie, nie mylicie się, to był BIEBER. Ja się od niego chyba nigdy nie uwolnię! Z jednej strony cieszyłam się, że przyjechał, ale z drugiej miałam ochotę mu przyjebać.
-Nie, nie wsiadam.
-Rozkazuję ci posadzić swoją dupę w moim aucie. Nie po to po ciebie pojechałem, żeby teraz wracać!
-Jeśli to ma być pretekst do wywiezienia mnie gdzieś i doprowadzenia do czegoś więcej niż całowanie, to nie...nie zgadzam się.
-Wsiadaj! Odwiozę cię do domu!
Przewróciłam oczami i wsiadłam do auta.
-Po co za mną pojechałeś.
-Nie chciałem, żeby jakiś idiota się do ciebie dobierał.
-Ty też się do mnie dobierałeś.
-Ja to co innego.
-Nie jestem twoją własnością!
-Mogłabyś w końcu zamknąć ryj?!
-Nie mam ryja! Mam twarz! Ryj ma świnia.
-Więc jesteś świnią!

wtorek, 4 lutego 2014

                                                              Rozdział 4

      "No więc masz rację! Zabijam ludzi! Ciebie też mogę w każdej chwili zabić!" Te słowa krążyły w mojej głowie przez kilka minut po ich wypowiedzeniu.
 - Proszę bardzo! Zabij mnie! O niczym innym nie marzę! To byłoby dla mnie najlepsze!
      Justin nerwowo ścisnął kierownicę i popatrzył w moją stronę...
 - O co ci znowu chodzi!?
 -O to, że nie chcę żyć. Codziennie wstaję z łóżka i robię te same rzeczy. Wstaję, idę do pracy, wracam, idę spać...tak w kółko...Moje życie to błędne koło!
  Po tym, co powiedziałam, Justin już się nie odzywał.Po jakimś czasie poczułam, jak moje powieki same się zamykają.

    JUSTIN POV

Po jej słowach nie wiedziałem co powiedzieć. Nie miałem pojęcia, że ona na prawdę chciałaby umrzeć.Po jakimś czasie chciałem się odezwać, ale zauważyłem jak jej głowa luźno opadła na siedzenie, a jej oczy były lekko zamknięte...wyglądała słodko.
-Nie Bieber! Ona nie jest słodka! Odwieź tę sukę do domu i idź spać!-Mój mózg dawał o sobie znać.
-Bieber! Nie oszukuj się! Ona jest seksowna i chętnie zerwał byś z niej ubrania, a na dodatek jest słodka i  nie boi się ciebie! Nie możesz tego tak zostawić,-Serce też nie pozostało dłużne...w mojej głowie krążyły różne myśli. Najgorsze jest to, że nie wiem, gdzie ta laska mieszka, a nie chciałem jej budzić. Była taka rozkoszna..
-No cóż...muszę ją zawieźć do siebie.
   Na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech...chciałem, żeby była u mnie? Nie wiem, ale nie chciałbym jej budzić. W końcu dojechałem pod mój dom. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do salonu. Po krótkim namyśle, postanowiłem zanieść ją do sypialni. Delikatnie ułożyłem jej ciało na łóżku i przykryłem kołdrą. Myśleliście pewnie, że rzucę się na nią...na pewno z inną dziewczyną bym tak zrobił, ale ona jest inna. Kiedyś jeśli chciałem seksu, to po prostu szedłem do mojej dziewczyny, a ona nie miała nic do powiedzenia...umarła...to byłą niezła suka, ale w łóżku była niesamowita. Nie mam ochoty wspominać o Casydy, bo rzygać mi się chce tym imieniem. Zdradziła mnie...z moim wrogiem. No w sumie...ja też nie byłem wierny, ale dla takiej suki nie warto. Wracając do Belli. Spała jak aniołek. Położyłbym się koło niej, ale chciałem, żeby było jej wygodniej. Boże! Co ja robię?! Znam ją od kilku godzin, a zachowuję się jak jej chłopak, albo chociaż bliski przyjaciel...