Rozdział 3
-Wsiadasz?-powiedział chłopak, który tego dnia pojawił się w barze...zdaje się, że ma na imię Justin.
-Co tu robisz?-zapytałam.
-Wsiadasz kurwa czy nie?!
Ton jego głosu zmienił się diametralnie. Trochę mnie to przeraziło. Nie powiedziałam już nic, żeby go nie zezłościć tylko po prostu wstałam z krawężnika i wsiadłam do auta. Wnętrze wyglądało, jakby dopiero wyjechał z salonu, ale może Justin po prostu bardzo dba o swoje auto.
-Co ty robisz na takim pustkowiu?-zapytał.
-Nie ważne...
-Posłuchaj suko!-Warknął-Gdyby nie ja, ty dalej siedziałabyś na krawężniku,jak dziwka. Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia. Mogłem po prostu cię ominąć,ale byłem na tyle miły, że pozwoliłem ci wsiąść do mojego auta, a teraz mów czemu się tu znalazłaś!
-Nie muszę ci nic wyjaśniać!
-Mogę cię tu zostawić w każdej chwili!
-Proszę bardzo! Zostaw mnie! Wolę siedzieć na ulicy, niż jechać w aucie takiego chama jak ty!-Z moich oczu wypłynęło kilka łez. Szybko je wytarłam. Nie chciałam, żeby pomyślał, że jestem słaba, ale najwyraźniej zobaczył moje łzy, bo jego ton momentalnie się zmienił.
-Przepraszam shawty...a teraz proszę powiedz, czemu siedziałaś na ulicy?
-Powiedzmy, że uciekałam przed pewnym zbokiem.
-Zrobił ci coś?
-Nie, ale próbował-na samą myśl o tym, co mógłby mi zrobić łzy napłynęły mi do oczu. Kilka z nich, zleciało po moich policzkach rozmazując przy tym mój tusz do rzęs.
Justin zjechał na pobocze i zatrzymał auto. Bałam się, że on też chce się do mnie dobierać.
- Posłuchaj...wiem, że jest ci trudno o tym mówić. Jeśli nie chcesz, nie musisz, ale może będzie ci łatwiej.
Justin złapał mnie za rękę. Poczułam ciepło. To dziwne...Na samym początku był oschły i nazywał mnie suką, a teraz nagle zebrało mu się na takie słowa...
-A więc...miałam zamiar wrócić do domu z imprezy, gdy chłopak, który od pewnego czasu mnie podrywa zaproponował mi podwózkę. Zgodziłam się. Po jakimś czasie zatrzymał się na poboczu i zaczął się do mnie dobierać. Kopnęłam go w krocze i uciekłam...Tak znalazłam się tutaj.
-Jak miał na imię?
-Damon Light.
Gdy powiedziałam jak się nazywał, Justin zrobił się blady, a żyły na jego szyi zrobiły się bardzo wyraźne.
-Justin...coś nie tak?
-Nie ważne-odpalił silnik i ruszył dalej.
-Powiedz mi, jak masz na imię.
-Bella, a ty jesteś Justin tak?
-Skąd wiedziałaś?
-Byłeś dzisiaj w barze...
-A tak, ale przecież nie przedstawiałem się.
-Tak, ale...
-Skąd wiesz jak mam na imię?-Jego ton znów się podniósł.
-Rozmawiałeś przez telefon.
-Słyszałaś moją rozmowę?
-Tylko imię.
-Kłamiesz!
-Naprawdę nie kłamię!
-Dlaczego mam ci uwierzyć suko?!
-Nie musisz mi wierzyć!
-Co jeszcze słyszałaś?!
-Słyszałam, że chcecie kogoś zamordować! Pasuje?!
-No więc masz rację! Zabijam ludzi! Ciebie też mogę w każdej chwili zabić!
Mamy 3 rozdział...Niestety nie widzę komentarzy, ale trudno...Lubię to pisać. Chciałabym chociaż 5 kom., ale trudno...Nie wiem, kiedy pojawi się następny.
Super opowiadanie ;)
OdpowiedzUsuńJuż się nie mogę doczekać następnego rozdziału, dodaj szybko .
Zakochała się już w tym ♥