Rozdział 5
BELLA POV
Słońce delikatnie raziło mnie w oczy. Obudziłam się w nieznanym pokoju. Próbowałam przypomnieć sobie, co stało się poprzedniej nocy. Ostatnim zdarzeniem które pamiętałam, był samochód Justina i to, że jechałam z nim. Wstałam i zeszłam na dół. Na kanapie leżał Justin przykryty kocem. Spał. Poczułam, jak mój żołądek dawał o sobie znać. Po cichutku poszłam do kuchni w poszukiwaniu czegoś, co można byłoby wykorzystać do śniadania. Znalazłam jajka, pomidory, trochę szynki. Postanowiłam zrobić jajecznicę...bardzo oryginalne wiem. Przygotowywałam posiłek, gdy nagle usłyszałam głos.
-Co tu tak pachnie?
Odwróciłam głowę. Justin stał w spodenkach. Na jego głowie można było dostrzec zmierzwione włosy. Jeśli mam być szczera, to było to cholernie seksowne. Przegryzłam wargę i odwróciłam wzrok do patelni.
-Śniadanie...nie widać?
-Myślałem, że takie panny jak ty nie potrafią gotować.
-Takie jak ja, czyli jakie?
-No wiesz...paznokietki, makijaż...myślałem, że to facet musi koło was biegać.
-Uważasz, że jestem taka?
Justin wzruszył ramionami.
-No więc mylisz się mój drogi. Ja taka nie jestem. Przykro mi, że uważasz mnie za kogoś takiego.
-Mam to w dupie.
Nałożyłam jajecznicę na talerze. Niechętnie podałam talerz Justinowi i usiadłam przy stole.
-Całkiem smaczne.-Justin uśmiechnął się lekko-Nieźle gotujesz skarbie.
-Nie mów do mnie skarbie!
-Będę do ciebie mówić jak mi się podoba rozumiesz?!-uderzył pięścią w stół.
-Nie! Nie jestem twoją własnością, ani twoją dziwką, ani dziewczyną! Skończę jeść i wracam do domu. Już więcej mnie nie zobaczysz!
-Nie masz takiej pewności mała.-puścił mi oko.
-Mała to jest twoja pała.
-No wiesz...-zaśmiał się-dziewczyny, które tu były mówiły co innego. Mój "mały nie mieścił im się w ustach. Niektóre nawet uciekały, gdy go zobaczyły..
Skrzywiłam się z obrzydzeniem i wstałam od stołu.
-Dokąd idziesz?-zapytał.
-Nie jestem już głodna-wyrzuciłam resztki do kosza.-Wracam do domu.
-Ciekawe jak? Do domu masz jakieś 6 km.
-Dojdę...nie martw się.
-Nie martwię się...po prostu nie chcę cię spotkać znowu na ulicy.
-Powiedziałam ci, że więcej mnie nie zobaczysz.
-A może ja tego nie chcę...może chciałbym cię jeszcze zobaczyć?-Powiedział, podszedł do mnie i złapał w talii.
-Sugerujesz coś?
-Mmm nie.-sunął nosem po mojej szyi, po czym zaczął składać na niej mokre pocałunki. Doprowadzało mnie to do szaleństwa. Justin wziął mnie na ręce nie przestając mnie całować. Drzwi do swojego pokoju otworzył kopnięciem, po czym opadliśmy bezwładnie na łóżko. Cały czas tkwiliśmy w namiętnym uścisku. Już miał rozpinać guzik moich jeansów, gdy złapałam go za nadgarstki.
-Przestań...-cicho jęknęłam.
-Oj shawty.-powiedział to i złączył nasze usta. Cały czas próbował rozpiąć guzik moich spodni.
-Przestań!- mój głos był tym razem zdecydowany.
Odepchnęłam Justina, wstałam i poprawiłam włosy, po czym zeszłam na dół. Już miałam wychodzić, gdy poczułam pociągnięcie za ramię.
-Bez pożegnania.
-Spierdalaj! Zależy ci tylko na tym, żeby mnie przelecieć! Odpierdol się ode mnie i daj mi spokój dobra?!
-Nie zauważyłem, żebyś narzekała,wręcz przeciwnie.
-Jesteś okropnym hujem!
-A ty suką!
-Już to słyszałam! Odwieź mnie do domu!
-Hahahaha zabawna jesteś! Mam marnować paliwo na wożenie twojego tyłka?
-Nie, to nie! Sama sobie poradzę!- Ruszyłam przed siebie. To dziwne. Mieszkam w tym mieście od 10 lat, a nie znałam tego osiedla. Co chwile odwracałam się by sprawdzić, jak daleko jestem od domu Justina. To, co robiliśmy, było...nie mam ochoty o tym rozmawiać...może i jest nieziemsko przystojny i na jego widok mam ochotę rzucić mu się na szyję i zdjąć z niego tę koszulkę, ale jest hujem i nie szanuje mnie. Nagle usłyszałam dźwięk klaksonu samochodowego. Auto podjechało pod chodnik tuż obok mnie.
-Wsiadasz?
Nie, nie mylicie się, to był BIEBER. Ja się od niego chyba nigdy nie uwolnię! Z jednej strony cieszyłam się, że przyjechał, ale z drugiej miałam ochotę mu przyjebać.
-Nie, nie wsiadam.
-Rozkazuję ci posadzić swoją dupę w moim aucie. Nie po to po ciebie pojechałem, żeby teraz wracać!
-Jeśli to ma być pretekst do wywiezienia mnie gdzieś i doprowadzenia do czegoś więcej niż całowanie, to nie...nie zgadzam się.
-Wsiadaj! Odwiozę cię do domu!
Przewróciłam oczami i wsiadłam do auta.
-Po co za mną pojechałeś.
-Nie chciałem, żeby jakiś idiota się do ciebie dobierał.
-Ty też się do mnie dobierałeś.
-Ja to co innego.
-Nie jestem twoją własnością!
-Mogłabyś w końcu zamknąć ryj?!
-Nie mam ryja! Mam twarz! Ryj ma świnia.
-Więc jesteś świnią!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz