Rozdział 2
Tego dnia postanowiłam pójść na imprezę. Kolega kuzyna Debby jest DJ-em. Po powrocie do domu, otworzyłam szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego...Szukanie było niczym wykopaliska. W pudłach znalazłam ciuchy, w których nie chodziłam od lat. W końcu dogrzebałam się kilku rzeczy, w których mogłam iść. Debby czekała na mnie pod domem. Wsiadłam do auta i odjechałyśmy. Gdy dotarłyśmy na miejsce, z budynku dochodziła muzyka. W środku było pełno ludzi. Wokół unosił się zapach alkoholu. Niektórzy byli już nieźle wstawieni. Po chwili podszedł do mnie nie kto inny tylko Damon. Na początku go nie zauważyłam. Poczułam dotyk czyjejś ręki na mojej, po chwili zostałam obrócona w drugą stronę i złapana w talii. Patrzył się na mnie wzrokiem pełnym pożądania. Uśmiechnął się łobuzersko. Muszę przyznać, był zabójczo przystojny. Już miał przybliżyć swoje usta do moich, ale odwróciłam głowę w celu sięgnięcia po drinka.
-Zatańczymy?-powiedział Damon.
Uśmiechnęłam się lekko i ruszyliśmy na parkiet. Damon kilka razy próbował zjechać dłońmi na moje pośladki, ale na szczęście to mu się nie udało. Po skończonym tańcu, poszłam szukać Debby. Jak się okazało, moja przyjaciółka siedziała na kolanach jakiemuś chłopakowi, ok nich siedział jeszcze jeden. To pewnie jej kuzyn.
-Debby...idziemy już?
Widać, że nie była trzeźwa.
-Wiesz...ja dzisiaj zostaję na noc u Kevina (wskazała palcem na swojego kuzyna)
-Ok to ja zamówię taksówkę.
Pożegnałam się z nią i poszłam do wyjścia. Miałam sięgać po telefon, gdy ktoś złapał mnie za rękę. Ta, to był Damon.
-Podwieźć Cię?
-Nie trzeba. Zadzwonię po taksówkę.
-Odwiozę Cię.
-Nie musisz. Poradzę sobie.
-Nalegam.
Przytaknęłam niechętnie i wsiadłam do jego czarnego lamborghini. Przez całą drogę Damon uśmiechał się.
-Czemu nic nie mówisz?-zapytał.
-Nie mam o czym.
-Hmm...to może zatrzymam się na chwilkę. Damon zjechał na pobocze.
-O co ci chodzi?
Damon zatrzymał się pochylił się nade mną i zaczął dotykać mnie wszędzie. Nie było to przyjemne. Próbowałam się wyrwać, ale on przytrzymał mnie rękoma.Obleśnie całował mnie po szyi. Kopałam i wyrywałam się. Nagle odkleił się ode mnie i złapał się za krocze. Musiałam go tam kopnąć bo zgiął się z bólu. Szybko wysiadłam z auta i uciekłam. Biegłam tak długo, aż złamałam obcas. Nie mogłam dalej iść w butach. Musiałam iść boso. Ciepły asfalt był nawet przyjemny. Po długim dreptaniu dałam sobie spokój. Byłam na totalnym pustkowiu. Ani jednego auta, ani domu. Nic...Nagle poczułam ciepłą substancję wypływającą z moich oczu. Próbowałam ją zatamować, ale nie dałam rady. Po chwili zobaczyłam światło reflektorów samochodowych. Myślałam, że kierowca przejedzie obojętnie, ale myliłam się. Zatrzymało się przede mną złoto-czarne ferrari. Przyciemniona szyba auta osunęła się w dół. Zobaczyłam chłopaka, który był tego dnia w barze.
-Wsiadasz?...
No kochani <3 Mamy drugi rozdział proszę 5 komentarzy, jeśli chcecie następny. Chciałabym zobaczyć wasze opinie na temat opowiadania <3