Siedziałam w domu popijając poranną kawę. Zaraz miałam iść do pracy, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłam, stała w nich moja przyjaciółka.
Debby, to wiecznie uśmiechnięta dziewczyna. Znamy się od podstawówki. Ona jest ode mnie o rok starsza i odkąd pamiętam, zawsze mnie broniła. Szczerze mówiąc, nie byłam lubianym dzieckiem. Nie miałam markowych i modnych ciuchów. Mimo to, ona zawsze była ze mną. Była jedyną osobą, której mogłam się wyżalić.
Tak więc Debby przyszła po mnie i przywitała mnie wielkim uśmiechem. Pocałowałam ją w policzek, zarzuciłam na siebie kurtkę i wyszłyśmy z domu.Cała droga do pracy minęła dość spokojnie. Ahh! zapomniałam powiedzieć gdzie pracuję. Tak więc jestem barmanką w pobliskim barze.Budynek stał na mało uczęszczanej ulicy. Największe tłumy można spotkać zazwyczaj podczas ważnych meczy.
-Hej Bells!-Siemka Debbs!-Powiedział John
John to właściciel knajpy, jest on również kucharzem. Jego szarlotka jest bajeczna!
-Cześć John!-Rzuciłyśmy razem.
-Nie zapowiada się na tłumy.
Nagle szklane drzwi baru otworzyły się, a do naszych uszu dotarł dźwięk dzwonka. Do restauracji wszedł mężczyzna. Muszę przyznać, był przystojny. Na jego widok, Debby zmiękły nogi. Wcześniej wspomniany mężczyzna podszedł do baru, popatrzył się na nas i puścił oko w moją stronę. Zrobiłam obojętną minę.
-Co podać?
-A co proponujesz?-Chłopak uśmiechnął się zawadiacko.
-Proponuję kawę i ciasto.
-Jak masz na imię ślicznotko?
-Bella...coś chcesz jeszcze wiedzieć?
-Ej...nie tak ostro. Ja jestem Damon.
Podeszłam do Debby, szepnęłam jej do ucha, żeby ona obsłużyła klienta. Chłopak najwyraźniej nie był zadowolony z tego powodu,bo nie zamówił nic, podał mojej przyjaciółce jakąś kartkę i wyszedł z lokalu.
-Ej Bella, to chyba dla ciebie.
Rzeczywiście, na karteczce było napisane: Dla Belli. Otworzyłam ją i zobaczyłam nr. telefonu. i napis "zadzwoń"
-Hahahahaha. Zabawne.-Zgniotłam kartkę w kulkę i już miałam ją wyrzucić do śmieci, ale moja "siostra" zatrzymała mnie.
-Nie wyrzucaj. Może ty się jemu na serio podobasz.
-Ta...wygląda na takiego, który co tydzień sobie zmienia laskę.
-Ja na twoim miejscu bym tego nie robiła.. Widziałaś, jaki on był przystojny?
-Może i przystojny.
Rozmowę przerwał nam ponowny trzask drzwiami. Do środka weszło dwóch chłopaków.

Moją uwagę przykuł jeden z nich. Wysoki brunet. Na głowie miał fullcapa. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Spojrzałam na Debby. Ona przyglądała się drugiemu z iskierkami w oczach. Chłopcy podeszli do lady.-Co podać?
-2 kawy.
-Zaparzyłam 2 espresso i podałam.Nagle do bruneta z fullcapem zadzwonił telefon.Usłyszałam męski głos.
-No siema Justin! Słuchaj trzeba coś zrobić, bo ten huj dalej chodzi po tym świecie.
-Dobra, załatw ekipę i broń. Dzisiaj będzie już wąchał kwiatki.
Zdziwiłam się tą rozmową. Wynika z niej, że Justin i jego koledzy planują jakieś zabójstwo. Jego kolega cały czas mi się przyglądał.Brunet zakończył połączenie, klepnął drugiego w plecy, zostawił napiwek. I wyszedł. Potem usłyszałam tylko jak odjeżdżają z piskiem opon.
No i kochani. Mamy pierwszy rozdział. Wiem, że nie piszę dla komentarzy, ale chciałabym wiedzieć, że ktoś interesuje się moim blogiem. 5 komentarzy-następny rozdział. <3




