niedziela, 2 lutego 2014

                                                                    Rozdział 3
 
-Wsiadasz?-powiedział chłopak, który tego dnia pojawił się w barze...zdaje się, że ma na imię Justin.
-Co tu robisz?-zapytałam.
-Wsiadasz kurwa czy nie?!
  Ton jego głosu zmienił się diametralnie. Trochę mnie to przeraziło. Nie powiedziałam już nic, żeby go nie zezłościć tylko po prostu wstałam z krawężnika i wsiadłam do auta. Wnętrze wyglądało, jakby dopiero wyjechał z salonu, ale może Justin po prostu bardzo dba o swoje auto.
-Co ty robisz na takim pustkowiu?-zapytał.
-Nie ważne...
-Posłuchaj suko!-Warknął-Gdyby nie ja, ty dalej siedziałabyś na krawężniku,jak dziwka. Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia. Mogłem po prostu cię ominąć,ale byłem na tyle miły, że pozwoliłem ci wsiąść do mojego auta, a teraz mów czemu się tu znalazłaś!
-Nie muszę ci nic wyjaśniać!
-Mogę cię tu zostawić w każdej chwili!
-Proszę bardzo! Zostaw mnie! Wolę siedzieć na ulicy, niż jechać w aucie takiego chama jak ty!-Z moich oczu wypłynęło kilka łez. Szybko je wytarłam. Nie chciałam, żeby pomyślał, że jestem słaba, ale najwyraźniej zobaczył moje łzy, bo jego ton momentalnie się zmienił.
-Przepraszam shawty...a teraz proszę powiedz, czemu siedziałaś na ulicy?
-Powiedzmy, że uciekałam przed pewnym zbokiem.
-Zrobił ci coś?
-Nie, ale próbował-na samą myśl o tym, co mógłby mi zrobić łzy napłynęły mi do oczu. Kilka z nich, zleciało po moich policzkach rozmazując przy tym mój tusz do rzęs.
    Justin zjechał na pobocze i zatrzymał auto. Bałam się, że on też chce się do mnie dobierać.
- Posłuchaj...wiem, że jest ci trudno o tym mówić. Jeśli nie chcesz, nie musisz, ale może będzie ci łatwiej.
Justin złapał mnie za rękę. Poczułam ciepło. To dziwne...Na samym początku był oschły i nazywał mnie suką, a teraz nagle zebrało mu się na takie słowa...
-A więc...miałam zamiar wrócić do domu z imprezy, gdy chłopak, który od pewnego czasu mnie podrywa zaproponował mi podwózkę. Zgodziłam się. Po jakimś czasie zatrzymał się na poboczu i zaczął się do mnie dobierać. Kopnęłam go w krocze i uciekłam...Tak znalazłam się tutaj.
-Jak miał na imię?
-Damon Light.
Gdy powiedziałam jak się nazywał, Justin zrobił się blady, a żyły na jego szyi zrobiły się bardzo wyraźne.
-Justin...coś nie tak?
-Nie ważne-odpalił silnik i ruszył dalej.
-Powiedz mi, jak masz na imię.
-Bella, a ty jesteś Justin tak?
-Skąd wiedziałaś?
-Byłeś dzisiaj w barze...
-A tak, ale przecież nie przedstawiałem się.
-Tak, ale...
-Skąd wiesz jak mam na imię?-Jego ton znów się podniósł.
-Rozmawiałeś przez telefon.
-Słyszałaś moją rozmowę?
-Tylko imię.
-Kłamiesz!
-Naprawdę nie kłamię!
-Dlaczego mam ci uwierzyć suko?!
-Nie musisz mi wierzyć!
-Co jeszcze słyszałaś?!
-Słyszałam, że chcecie kogoś zamordować! Pasuje?!
-No więc masz rację! Zabijam ludzi! Ciebie też mogę w każdej chwili zabić!


Mamy 3 rozdział...Niestety nie widzę komentarzy, ale trudno...Lubię to pisać. Chciałabym chociaż 5 kom., ale trudno...Nie wiem, kiedy pojawi się następny.

czwartek, 30 stycznia 2014

                                                                  Rozdział 2
  Tego dnia postanowiłam pójść na imprezę. Kolega kuzyna Debby jest DJ-em. Po powrocie do domu, otworzyłam szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego...Szukanie było niczym wykopaliska. W pudłach znalazłam ciuchy, w których nie chodziłam od lat. W końcu dogrzebałam się kilku rzeczy, w których mogłam iść. Debby czekała na mnie pod domem. Wsiadłam do auta i odjechałyśmy. Gdy dotarłyśmy na miejsce, z budynku dochodziła muzyka.  W środku było pełno ludzi. Wokół unosił się zapach alkoholu. Niektórzy byli już nieźle wstawieni. Po chwili podszedł do mnie nie kto inny tylko Damon. Na początku go nie zauważyłam. Poczułam dotyk czyjejś ręki na mojej, po chwili zostałam obrócona w drugą stronę i złapana w talii. Patrzył się na mnie wzrokiem pełnym pożądania. Uśmiechnął się łobuzersko. Muszę przyznać, był zabójczo przystojny. Już miał przybliżyć swoje usta do moich, ale odwróciłam głowę w celu sięgnięcia po drinka.
-Zatańczymy?-powiedział Damon.
Uśmiechnęłam się lekko i ruszyliśmy na parkiet. Damon kilka razy próbował zjechać dłońmi na moje pośladki, ale na szczęście to mu się nie udało. Po skończonym tańcu, poszłam szukać Debby. Jak się okazało, moja przyjaciółka siedziała na kolanach jakiemuś chłopakowi, ok nich siedział jeszcze jeden. To pewnie jej kuzyn.
-Debby...idziemy już?
Widać, że nie była trzeźwa.
-Wiesz...ja dzisiaj zostaję na noc u  Kevina (wskazała palcem na swojego kuzyna)
-Ok to ja zamówię taksówkę.
Pożegnałam się z nią i poszłam do wyjścia. Miałam sięgać po telefon, gdy ktoś złapał mnie za rękę. Ta, to był Damon.
-Podwieźć Cię?
-Nie trzeba. Zadzwonię po taksówkę.
-Odwiozę Cię.
-Nie musisz. Poradzę sobie.
-Nalegam.
Przytaknęłam niechętnie i wsiadłam do jego czarnego lamborghini. Przez całą drogę Damon uśmiechał się.
-Czemu nic nie mówisz?-zapytał.
-Nie mam o czym.
-Hmm...to może zatrzymam się na chwilkę. Damon zjechał na pobocze.
-O co ci chodzi?
Damon zatrzymał się pochylił się nade mną i zaczął dotykać mnie wszędzie. Nie było to przyjemne. Próbowałam się wyrwać, ale on przytrzymał mnie rękoma.Obleśnie całował mnie po szyi. Kopałam i wyrywałam się. Nagle odkleił się ode mnie i złapał się za krocze. Musiałam go tam kopnąć bo zgiął się z bólu. Szybko wysiadłam z auta i uciekłam. Biegłam tak długo, aż złamałam obcas. Nie mogłam dalej iść w butach. Musiałam iść boso. Ciepły asfalt był nawet przyjemny. Po długim dreptaniu dałam sobie spokój. Byłam na totalnym pustkowiu. Ani jednego auta, ani domu. Nic...Nagle poczułam ciepłą substancję wypływającą z moich oczu. Próbowałam ją zatamować, ale nie dałam rady. Po chwili zobaczyłam światło reflektorów samochodowych. Myślałam, że kierowca przejedzie obojętnie, ale myliłam się. Zatrzymało się przede mną złoto-czarne ferrari. Przyciemniona szyba auta osunęła się w dół. Zobaczyłam chłopaka, który był tego dnia w barze.
-Wsiadasz?...



No kochani <3 Mamy drugi rozdział proszę 5 komentarzy, jeśli chcecie następny. Chciałabym zobaczyć wasze opinie na temat opowiadania <3

piątek, 27 grudnia 2013

                                                               Rozdział 1

   Siedziałam w domu popijając poranną kawę. Zaraz miałam iść do pracy, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłam, stała w nich moja przyjaciółka.
   Debby, to wiecznie uśmiechnięta dziewczyna. Znamy się od podstawówki. Ona jest ode mnie o rok starsza i odkąd pamiętam, zawsze mnie broniła. Szczerze mówiąc, nie byłam lubianym dzieckiem. Nie miałam markowych i modnych ciuchów. Mimo to, ona zawsze była ze mną. Była jedyną osobą, której mogłam się wyżalić.
    Tak więc Debby przyszła po mnie i przywitała mnie wielkim uśmiechem. Pocałowałam ją w policzek, zarzuciłam na siebie kurtkę i wyszłyśmy z domu.Cała droga do pracy minęła dość spokojnie. Ahh! zapomniałam powiedzieć gdzie pracuję. Tak więc jestem barmanką w pobliskim barze.Budynek stał na mało uczęszczanej ulicy. Największe tłumy można spotkać zazwyczaj podczas ważnych meczy.
-Hej Bells!-Siemka Debbs!-Powiedział John
  John to właściciel knajpy, jest on również kucharzem. Jego szarlotka jest bajeczna!
-Cześć John!-Rzuciłyśmy razem.
-Nie zapowiada się na tłumy.
   Nagle szklane drzwi baru otworzyły się, a do naszych uszu dotarł dźwięk dzwonka. Do restauracji wszedł mężczyzna. Muszę przyznać, był przystojny. Na jego widok, Debby zmiękły nogi. Wcześniej wspomniany mężczyzna podszedł do baru, popatrzył się na nas i puścił oko w moją stronę. Zrobiłam obojętną minę.
-Co podać?
-A co proponujesz?-Chłopak uśmiechnął się zawadiacko.
-Proponuję kawę i ciasto.
-Jak masz na imię ślicznotko?
-Bella...coś chcesz jeszcze wiedzieć?
-Ej...nie tak ostro. Ja jestem Damon.
Podeszłam do Debby, szepnęłam jej do ucha, żeby ona obsłużyła klienta. Chłopak najwyraźniej nie był zadowolony z tego powodu,bo nie zamówił nic, podał mojej przyjaciółce jakąś kartkę i wyszedł z lokalu.
-Ej Bella, to chyba dla ciebie.
Rzeczywiście, na karteczce było napisane: Dla Belli. Otworzyłam ją i zobaczyłam nr. telefonu. i napis "zadzwoń"
-Hahahahaha. Zabawne.-Zgniotłam kartkę w kulkę i już miałam ją wyrzucić do śmieci, ale moja "siostra" zatrzymała mnie.
-Nie wyrzucaj. Może ty się jemu na serio podobasz.
-Ta...wygląda na takiego, który co tydzień sobie zmienia laskę.
-Ja na twoim miejscu bym tego nie robiła.. Widziałaś, jaki on był przystojny?
-Może i przystojny.


Rozmowę przerwał nam ponowny trzask drzwiami. Do środka weszło dwóch chłopaków.

Moją uwagę przykuł jeden z nich. Wysoki  brunet. Na głowie miał fullcapa. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Spojrzałam na Debby. Ona przyglądała się drugiemu z iskierkami w oczach. Chłopcy podeszli do lady.
-Co podać?
-2 kawy.
-Zaparzyłam 2 espresso i podałam.Nagle do bruneta z fullcapem zadzwonił telefon.Usłyszałam męski głos.
-No siema Justin! Słuchaj trzeba coś zrobić, bo ten huj dalej chodzi po tym świecie.
-Dobra, załatw ekipę i broń. Dzisiaj będzie już wąchał kwiatki.
           Zdziwiłam się tą rozmową. Wynika z niej, że Justin i jego koledzy planują jakieś zabójstwo. Jego kolega cały czas mi się przyglądał.Brunet zakończył połączenie, klepnął drugiego w plecy, zostawił napiwek. I wyszedł. Potem usłyszałam tylko jak odjeżdżają z piskiem opon.








No i kochani. Mamy pierwszy rozdział. Wiem, że nie piszę dla komentarzy, ale chciałabym wiedzieć, że ktoś interesuje się moim blogiem. 5 komentarzy-następny rozdział. <3










                                                                 Prolog

 Życie to droga. Czasami jest na niej dużo przeszkód,ale może też być prosta, usłana kwiatami. Dotychczas uważałam, że moja droga jest nudna i zwykła. Jednak to się zmieniło gdy go poznałam. Wysoki, przystojny brunet o miodowych oczach. Nie był zwykłym, normalnym chłopakiem. Był inny... Nie można było go nazwać grzecznym chłopcem. To, co wydarzyło się potem zobaczycie w następnych rozdziałach tego opowiadania...

czwartek, 26 grudnia 2013

                                                                        Postacie:


Bella Moore:

19-latka z Cansas. Jej życie jest nudne i zwykłe.Do czasu, aż poznaje młodego, przystojnego chłopaka, który ma problemy z prawem. Czy to, co ich połączy będzie prawdziwe?...














Justin Bieber:

19-letni Kanadyjczyk.Wyjechał do Cansas z powodu problemów z policją. Pomimo tego nawet tam sprawia kłopoty. Poznaje Bellę i traci dla niej głowę.














Debby Shay:


20-letnia Debby to najlepsza przyjaciółka Belli. Nie popiera znajomości z Justinem. Czuje się jak jej starsza siostra i nie chce, by ktoś skrzywdził Bellę. Jest zakochana w Chrisie













Chris Benson:
                                                            22 letni najlepszy kumpel Justina. Zawsze bierze jego winę na siebie i traktuje go jak małego braciszka, co bardzo denerwuje 19 letniego Kanadyjczyka. On również jest zakochany w Belli,lecz z powodu przyjaźni, nie okazuje tego.






Damon Light:


Każda dziewczyna w mieście jest nim oczarowana.Każda, oprócz Belli.Damon dziwi się temu i stara się nachalnie zwrócić na siebie jej uwagę.










A więc niedługo będziemy mieli początek tej opowieści. Mam nadzieję, że wam się spodoba.